Jeśliś Czytelniku chronologii zdarzeń ciekawy
Zacznij od Innych Przygód i nie będzie sprawy

JAK DYREKTOR POŚLADEK BEZ PANELI I DYWANU BYŁ ZOSTAŁ

Dyrektor Pośladek miał charakter wielkiego kombinatora. Nie zdziwiło wiec specjalnie pracowników Instytutu, gdy drogą wszelkich promocji, rabatów, ulg i skont wszedł w posiadanie paneli podłogowych będących imitacją drewna tasmańskiego. Dyrektor zamierzał przeznaczyć ową podłogę na remont, któregoś z gabinetów wyższego rangą naukowca, co wywołało uzasadniony entuzjazm. Początkową radość jednak zakłócił fakt, iż okazało się, że dwadzieścia cztery metry kwadratowe podłogi pasuje li tylko do dyrektorskiego gabinetu. Jeszcze raz zadziwieni chytrością swojego dyrektora naukowcy, machnęli tylko ręką i zapadła decyzja, jakiej Pośladek spodziewał się od dawna. Jak to zwykle bywa w państwowych instytutach tę małą reorganizację remontową zaczęto od cięcia kosztów, tym bardziej, iż fundusz remontowy Instytutu został w całości przeznaczony na zakup paneli. Nie starczyło już na klej, listwy wykończeniowe, a co najważniejsze, na Fachowców, którzy mieliby wykonać robociznę. Zadaniem spreparowania kleju obarczony został więc Dr Kaktus, który miał skądinąd wielkie doświadczenie na tym poletku, zwłaszcza, jeżeli chodzi o kleiste mazie organiczne. Na listwy wykończeniowe Pośladek machnął ręką, natomiast brak fachowca był już wielkim problemem. Jedynym człowiekiem w Instytucie, który wiedział cokolwiek o kładzeniu paneli był o dziwo Profesor Szlufka. Będąc kiedyś w delegacji spał trzy dni w hotelu gdzie dzień i noc układano podłogę i tak się napatrzył, iż jak sam się wyraził, „co nieco zapamiętał”. Do tego jako jedyny potrafił czytać znaleziony onegdaj przez Feliksa podręcznik „Mały Majsterkowicz”. Wybór Headmajstra był zatem oczywisty.
Pierwsze działania remontu pod kryptonimem „Równiusieńko” nakierowane były na wyniesienie wszystkich sprzętów z pokoju. Z pozoru nie było to trudne, ponieważ nie był on bogaty w wyposażenie, ot biurko, szafa , rododendron zwany „Prztykuśkiem” oraz stary dywan. Zadanie jednak okazało się trudniejsze, gdyż Prztykusiek uzewnętrznił swoją niechęć przestawiania poprzez ugryzienie Feliksa w ucho, co zahamowało pracę na wiele godzin, głównie za sprawą dość wysokiej liczby decybeli dobywających się z gardła bzibzioła (trudno jest nosić sprzęty, równocześnie zatykając sobie uszy, prawda?) Prawdziwy problem zaistniał jednak odnośnie dywanu. Nie był on skłonny do detronizacji na rzecz paneli i nijak nie dało się go ruszyć z podłogi. Jako, że wszystkie próby spaliły na panewce rozważano położenie podłogi bezpośrednio na dywan. Koncepcję tą przyjęto już prawie poprzez aklamację, gdy wtem usłyszano dość groźny pomruk dywanu i nerwowy ruch frędzelkami. Po tymże incydencie dość skrzętnie sprawdzono w archiwach cóż to za dywan i skąd wziął się w Instytucie. Okazało się, iż kobierzec ów jest arystokratą i został podarowany poprzedniemu Dyrektorowi Instytutu przez pewnego króla Persji, który wyraził nim wdzięczność za wkład Instytutu w światową awionikę dywanową.
Dyrektor Pośladek nie chciał jednak zrezygnować za tasmańskiej podłogi nawet na rzecz arystokraty, a owy arystokrata z pogardą mruczał na leżące w paczkach panele, co czyniło sytuację patową. Z odsieczą przyszedł komar Eustachy:
- Nie bójcie bzyka – oznajmił – z tego, co wiem, dywany bzykają po komarzemu, pogadam z nim kapkę, może uda się go przebzyknąć na przenosiny
Po obustronnej wymianie mruczeń i pobzykiwań Eustachy triumfalnie oznajmił:
- Jest szansa na kompromis! – i jął deklamować jakby czytał edykt – Jego Dywanowa Dostojność żąda w zamian za zmianę Królestwa co następuje: nowego królestwa w gabinecie Prof. Sz. gdzie dziwny nadprzyrodzone się dzieją, prywatnego trzepaka oraz kąpieli raz na rok. – zakończył z francuska komar.
Oczywiście na warunki przystano i dopiero wtedy dywan uniósł się i poszybował w kierunku trzeciego piętra gdzie znajdował się gabinet Profesora Szlufki. Zaraz po dostojnym wylocie dywanu oczom Majstra Profesora ukazała się niewielka acz zauważalna dziura w podłodze. Nie było by zapewne problemu z załataniem jej gdyby nie Feliks, który niezgrabnie wetknął swoją ciekawską łapę w ową dziurę. Skutek był piorunujący. Cała szanowna osoba Feliksa najpierw powiększyła dziurę a potem z łoskotem weń wpadła. Większość brygady remontowo – ratunkowej rzuciła się aby pomóc bzibziołowi. Gdy tylko dotarli do dziury usłyszeli z niej ostrzeżenie:
- Stać!! Ani kroku dalej!!, bo unicestwimy zakładnika!!! – powiedział suchy głos.
- Ależ Doktorze Kaktusie nie chcieliśmy zakłócić badań – powiedział Profesor myśląc, że Feliks przebił się do kaktusowego gabinetu, który zwykł był się znajdować pod pokojem Dyrektora. Szybko jednak zorientował się, że nie patrzy przez dziurę na Dr Kaktusa, lecz na grupę starców o siwych brodach, a jeden z nich trzyma w swych rękach przerażonego bzizbioła
- O rzesz ty w bzyku! – zaszeptał zdziwiony Eustachy –
- Szanowni Panowie – chrząknął Szlufka – Bardzo przepraszamy za to najście. Proszę zwrócić nam Feliksa a szybciutko załatamy dziurę gwarantując ciszę i spokój – nieśmiało dokończył Profesor.
- Zakłóciliście równowagę GKT, musicie ponieść karę! – odpowiedzieli jednym chórem starcy – ten oto pluszak będzie od dziś naszą maskotką. - - GT-co? Cóż to do bzyka?? – metodycznie zapytał Eustachy.
- Grajdołek Kontemplacji Totalnej! – usłyszał wielogłosową odpowiedź.
Rzeczywiście pokój, do którego z takich hukiem wpadł Feliks miał pewne cechy grajdołka. Był półkolisty i wyposażony był w lampę na nóżce oraz w wielką kanapę, zapewne ułatwiającą kontemplację
- A co, jeśli można zapytać, Panowie kontemplują? – zapytał Profesor Szlufka ze strachem patrząc na Feliksa.
- Byliśmy w trakcie zgłębiania tajemnicy główki od szpilki, gdyście nam przerwali tym łoskotem – odpowiedział starzec dzierżący w rękach bzibzioła i dodał:
- Sroga Was kara za to spotka!
- No dobrze – powiedział pojednawczo Profesor – Może jest jakaś szansa kompromisu Drodzy Panowie? Może moglibyśmy jakoś zadośćuczynić szkodom, lub chociażby wykupić naszego przyjaciela? -
- Do bzyka - mruknął Eustachy – Koncert życzeń jakiś dzisiaj czy co???
- Zastanowimy się – odpowiedziała grupa GKT - wróćcie za dwa dni – i dziura została zatkana grubą deską. Cóż było począć, trzeba było czekać, cała grupa remontowa udała się do gabinetu Profesora a ich humory pogarszał stłumiony głos Feliksa:
- Nieeeeeeeeeeeee!!! , ja nie chcę być komplementariuszem!-

***


W istocie po dwóch dniach oczekiwania grupa GKT przedstawiła listę zadośćuczynień, dość pokaźną a przede wszystkim drogą. Dlatego też trzeba było sprzedać całość z dwudziestu czterech metrów kwadratowych paneli. Gdy otwierano Grajdołek, Feliks nawet nie spojrzał w górę. Całą swoją uwagę kierował w stronę trzymanej w łapce szpilce. Natomiast lista przedstawiała się mniej więcej tak:

Żądamy następujących przedmiotów:

1. Telewizor, koniecznie z Discovery Contenplejszon;
2. Plajstajszon 2;
3. Lodówka z dużym zamrażalnikiem;
4. 10 kratówek piwa marki „Myśliciel”;
5. 100 kilogramów chipsów solonych;
6. Przenośna toaleta;

Po dostarczeniu wszystkich fantów, uwolniono Feliksa wciąż zafascynowanego szpilką , po czym zamurowano dziurę prowadzącą do Grajdołka. Zanim jednak to się stało Profesor zdążył zapytać, po co kontemplującym wszystkie przedmioty z listy:
- Czyżby to nowe obiekty kontemplacji? – zapytał.
- A gdzie tam – usłyszał odpowiedź - Z nieba nam spadliście właściwie, potrzebujemy tego bo tu strasznie nudno wieczorami no nie? – odpowiedział jeden ze starców, a reszta potaknęła siwymi głowami.


2006-02-28
skomentuj (9)

Odwiedź Instytut

Inne Przygody:

1. Bzibzioły
2. IPN
3. Komar Eustachy
4. Czarny Siódmacz
5. Profesor ma problem
6. Poezja i proza
7. Spalony!!!
8. Polowanie
9. Święty Mikołaj (OS)
10. Feliksa bolą zęby
11. Jak Dyrektor Pośladek...


Szlufkowa
Fotodokumentacja

Szlufkowy
Instytut Badań Publicznych

Inne Instytuty
Instytut Satyry Dreptakowej
Biblioteka Główna
Bazylek Instytut
Instytut Łączności




e-majl do Instytutu





Historie, Postaci
oraz
Wygląd Instytutu
Zaprojektował i Wykonał:
- Peter Bitter -



Wszelkie prawa zastrzeżone